Ruciński and Ruciński

0

Razem pracują już półtora roku. Marek Ruciński i Wojciech Ruciński. Nazwiska te same, ale nie łączą ich wieży pokrewieństwa, tylko zamiłowanie do elektroniki i wspólnie prowadzony zakład naprawy sprzętu audiowizualnego.

Mieści się on jak mieszkańcy Dobrego Miasta wiedzą, w dolnej części oddanego niedawno do użytku pawilonu GS. Przed wejściem do zakładu wisi obudowa od telewizora Dawniej rzemieślnicy też zdobili swoje warsztaty symbolami wykonywanego zawodu.

Firma Ruciński to od pierwszego czerwca zakład prywatny. Przedtem pracowali na tzw. ryczałcie Gminnej Spółdzielni. Prywatyzacja nie zmieniła nic z dobrej współpracy między Rucińskimi a GS. Tyle tylko, że teraz trzeba za lokal płacić ustalony czynsz.

Wojciech i Marek Rucińscy to ludzie młodzi. Obaj są technikami elektronikami po Pomaturalnym Studium Elektronicznym w Olsztynie. Przedtem kończyli LO. Szkoła dala im teorię, wiedzę fachową zdobywali pracując. Do dzisiaj zresztą kształcą się sami. Kupują specjalistyczne czasopisma i książki. Bo od czasów szkolnych wiele się zmieniło. Przykładowo nie było wtedy aparatów video. A dzisiaj naprawa i przeróbka tego sprzętu to chleb powszedni.

rucinsk obrazi

Pracę swoją oceniają jako ciekawą i nieszablonową. Bo sprzęt, który do nich trafia jest różnorodny. Chcąc potanić koszty nie wymieniają całych podzespołów, ale je naprawiają. Mniej kosztuje wymiana tranzystora niż całej płytki. Taki system pracy wymaga jednak precyzyjnego diagnozowania. Inaczej można długo szukać i przyczyny niesprawności nie znaleźć.

Sukces może dać tu tylko wiedza poparta dobrą praktyką. Dzięki tej metodzie i pracy w bezpośrednim kontakcie z klientem, cennik usług Rucińskich jest niższy o około 30procent niż w zakładach państwowych.

Prywatnie znaczy więc taniej, na-pewno nie gorzej i znacznie szybciej. Zakład prowadzi naprawy domowe, ma też filię w Świątkach czynną raz w tygodniu.

Jeszcze w ubiegłym roku najwięcej pracy mieli obaj Rucińscy z telewizorami produkowanymi w ZSRR. Mają do nich komplet części i nadal je naprawiają. Ale obecnie przeżywają „zalew Berlina” czyli sprzętu sprowadzanego z zachodu. W tych aparatach trzeba przestrajać zakres UKF na używany u nas i dostosowywać telewizory do systemu PAL. Sporo też jest pracy przy aparaturze video. Zajęcia więc nie brakuje i firma rozwija się dobrze. Jedynym problemem jest kupno takich fachowych przyrządów jak oscyloskopy, czy generatory. Nie ma ich w sprzedaży a praca bez nich jest w zakładzie naprawy sprzętu audiowizualnego dzisiaj niemożliwa. To czym obecnie dysponuje firma to egzemplarze prawie zabytkowe i czas je zmieniać.

Najważniejsze dla wspólników jest to. że pracują na swoim i sami o sobie decydują. To uczy odpowiedzialności. Wojciech Ruciński uważa, że w czasie półtorarocznej pracy na własny rachunek zmieniło mu się widzenie świata, który nas otacza. Gdyby nie to, mówi, nie kandydowałby w wyborach do gminnego samorządu. Praca na własny rachunek wiele go nauczyła.

Zakład będzie ulegał zmianom. Mieści się w pomieszczeniu zaprojektowanym na magazyn. Trzeba wymienić tu okna, zrobić trochę prac dekoracyjnych aby klienci czuli się w nim jeszcze milej. Położenie zakładu jest bardzo dobre. W centrum miasta z parkingiem umożliwiającym podjazd pod drzwi. A kiedy wreszcie GS otworzy pawilon
na górze, będzie to prawdziwe handlowe usługowe centrum. Obok pracuje inny rzemieślnik, krawiec. Przed zakładem jest więc przyszłość.

A.K.

źródło: Wiadomości Dobromiejskie sierpień 1990

Zobacz wszystkie wydarzenia

Napisz komentarz. Przypominamy o zachowaniu kultury w pisaniu komentarzy. Nikt nie jest anonimowy w internecie. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy bez podania przyczyny, zwłaszcza obraźliwych.

Dodaj swój komentarz.
Please enter your name here